piątek, 3 lutego 2017

MONONUKLEOZA




Był luty, miałam 18 lat i bardzo bolała mnie szyja. Tak bardzo, że nie mogąc kręcić głową, musiałam się odwracać całym ciałem. W ogóle czułam się okropnie i pewnie dlatego poszłam do przychodni. Przychodnia była uniwersytecka, korytarze zasiedlali studenci z zawalonymi terminami egzaminów, chorzy też się zdarzali.  Nie zauważyłam w którym momencie otwarły się drzwi od gabinetu.  Przez korytarz przeszła młodziutka lekarka. Przesunęła po mnie spojrzeniem spokojnym, uważnym i bardzo niebieskim. Poczułam jak oblewa mnie nagła fala gorąca, a uda wpadają w miarowy dygot.
Potem były jakieś badania krwi i ona wszędzie pisała cito, cito. Diagnoza i recepty. Na koniec rzuciła mi na ratunek - wtedy a wtedy proszę przyjść do kontroli.
Mijały dni. Motyle w brzuchu łamały sobie skrzydełka uderzając w wielką opuchniętą śledzionę, monocyty pływały pod prąd, a w głowie rozkwitały magnolie i kolejne sady czereśniowe. Z wizyty kontrolnej pamiętam tylko oszołomienie i piekącą czerwoną twarz.
Któregoś dnia przepisałam z kartki na drzwiach godziny jej przyjęć. Mogłam siąść na ławce i czekać aż będzie schodziła po schodach. Szła powoli, zamyślona. Nie zauważyła mnie, a ja nie podeszłam.
Dziesięć lat później na mononukleozę zachorowała moja córka. Ciężko, ale bez powikłań.

14 komentarzy:

Olga Jawor pisze...

Nigdy ani ja ani moi bliscy nie chorowali na mononukleozę, musiałam więc sie przed chwilką dokształcić, żeby sie dowiedzieć, jaka to choroba. Zwana jest chorobą pocałunków, bo najłatwiej zarazic sie jej wirusami przez ślinę. No i jest trochę podobna do grypy, ale poza tym charakteryzuje sie powiększonymi węzłami chłonnymi i bardzo wysoką gorączką. Okropieństwo!
Natomiast takie gorące, serdeczne zauroczenie wręcz przeciwnie, okropieńtwem wcale nie jest, ale czymś słodkim, wyjątkowym, co zawsze sie pamięta mile, nawet jeśli wystepuje w zestawieniu z mononukleozą!:-))
Przypomniała mi się "Czarodziejska góra" T.Mana i "Klaudyna" Colette!:-))

Beata Bartoszewicz pisze...

I ja mam swoją mononukleozę za sobą. Choć było to bardzo dawno temu, bo właśnie odebrałam świadectwo ukończenia czwartej klasy podstawówki. Był upał, miałam też gorączkę, pamiętam, że leżałam pod "baldachimem" na balkonie i mogłam tylko oglądać bawiące się dzieciaki na podwórku. U mnie obyło się bez śledzionowych powikłań.

Trzy lata temu zachorował mój syn ( wówczas 26 lat)i trzech lekarzy nie potrafiło postawić właściwej diagnozy, pomimo badania krwi i oględzin chorego. Dopiero moja znajoma laryngolog postawiła diagnozę ... przez telefon. Potem dała skierowanie do szpitala zakaźnego na ul. Wolskiej i tam już lekarz potwierdził i pokierował dalej synowską mononukleozą. I jego śledziona nie powiększyła się zbytnio, ale pół roku bezwzględnego zakazu wysiłków i bardzo marne samopoczucie obowiązkowe :(. Mononukleoza to podłe choróbsko. Zapada w pamięci, ale mamy to za sobą.

Serdeczności ślę Magdo,
BB

Ania M. pisze...

W dodatku tak pięknie się nazywa!
To jądro i pojedynczość, jedyność. I ta zagarniajaca końcówka.

Megi Moher pisze...

słodko.
Myślałaś o niej później?
Twoja córka była jeszcze mała, więc obyło się bez powikłań.

errata pisze...

Jedno z tych naszych zwiewnych zauroczeń. Takie, które buja w obłokach eteru. Tam jego miejsce - z możliwych najlepsze.

Magda Spokostanka pisze...

OLEŃKO - było to jedyne takie zauroczenie. Cudne, słodkie i przerażające ...

BEATO - oj tak, to podłe choróbsko. Wątrobę też potrafi uszkodzić.

ANIU - rzeczywiście, potrafiła zagarnąć ...

MEGI - O lekarce myślałam jeszcze przez jakiś czas. Natomiast samo "wydarzenie" wspominam do dziś (jak widać:)) Było niezwykłe i chyba ważne. Poprzewracało mi wtedy co nieco w głowie.

ERRATO - tak, niech tam sobie trwa.


POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE!

Aneta pisze...

Tajemnica
Komentarze jak apokryfy
Pięknie!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Wzdrgałam się na widok tego zdjęcia, pomyślałam, co za robactwo:-)
Nie miałam tej choroby, pewnie dlatego, że późno zaczęłam się całować:-) właściwie to trochę szkoda ... nie, nie choróbska, ale tego, że tak późno :-) :-) serdeczności ślę nad jeziora.

Magda Spokostanka pisze...

ANETO - jak apokryfy, ha!

MARYSIU - a to tylko olchy zakończyły kwitnienie :) Pasowało mi to zdjęcie do zobrazowania ohydztwa choroby.
Nikt z mojego otoczenia nie chorował na mononukleozę, zatem nie z całowania ona, tylko z czego? może z autobusu:)

ŚCISKAM GORĄCO!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Tak sobie potem pomyślałam, kiedy powiększyłam zdjęcie, że to brzozy albo olchy, ale pierwsze wrażenie - robale:-)

Kasia z miasta Krakowa pisze...

Dzieńdobry Magdaleno! Dzięki mononukleozie trafiłam do Twojej 27 strony. Przeczytałam i obejrzałam od deski do deski i "naszło mnie" olśnienie, że wszystko musiało być tak, jak było, boleć, co bolało a kolej rzeczy nastąpić, bo kosmiczne siły chciały, żebyś znalazła to miejsce a ono Ciebie - drogą wyboistą, ale nie bez celu. Nie myśl, że się wymądrzam, po prostu szybko piszę, co mi się pomyślało, zanim rozsądek mi podpowie, że to może nie wypada. Serdeczne pozdrowienia od Kasi Z. z pozostawionego w dali Krakowa.

Margarithes pisze...

unosiłaś się, jak na tym zdjęciu, mimo wszystko - piękne!

Magda Spokostanka pisze...

KASIU Z. - a czemuż to szukałaś mononukleozy?:) Od deski do deski, razem z komentarzami? Uff, zmęczyłam się na samą myśl ... Nie znalazłam i pewnie już nie znajdę celu swojego życia. Tak sobie po prostu żyję. Kto wie co tam się dalej szykuje, może jakieś miasto?:)

MARGARITHES - podążam za Twoim spojrzeniem i podoba mi się to, co widzę!


POZDRAWIAM WAS PIĘKNIE!

Kasia z miasta Krakowa pisze...

Nie szukałam mononukleozy, tylko na fb był udostępniony post z Twoją opowieścią, która mnie zainteresowała i tak doszłam do 27 strony,a tam zobaczyłam, że autorka, to Ty. Mówiąc o celu, miałam na myśli to, że w naszym życiu czasem dzieją się rzeczy, które uważamy za bezsensowne, a później okazuje się, że bez nich nasze życie właśnie byłoby bez sensu. I tak - z komentarzami, to był długi i ciekawy wieczór. Pewnie będę tu zaglądać częściej, pozdrowienia dla Was wszystkich :)