wtorek, 22 listopada 2011

Nasiąkanie skorupki






Weronika mieszka w stuletnim domu. Otaczają ją stare, grube mury. Biega po skrzypiących deskach, okrutnie zniszczonych podłóg.  Śpi w prostym, dębowym łóżku. Okno bez zasłon nie ukrywa przed nią gwiazd.
 Weronika przygląda się uważnie naszemu zachwytowi nad każdym zakamarkiem minionego czasu. Zdumiewa ją szacunek jakim obdarzamy różne stare paskudztwa. Widzi również naszą bezradność wobec remontowej never ending story i skulona przemyka pod ścianą, gdy zaczyna się "rozmowa o ... "
Nie wiem, czy ona  czuje TO, ukryte pod łuszczącą się farbą, pękniętym kaflem i glinianym tynkiem. 
Czy widzi tylko skórę na rękach starca i boi się jej ?











Lubi rozpalać w piecu i wie, że najłatwiej to zrobić korą brzozową.
Jest straszną bałaganiarą, tak jak my.
Twierdzi niezłomnie, że zostanie w tym domu po naszej śmierci.
Nie chce jej się wieczorem liczyć kur i karmić królika.
Za uzbierane pieniądze kupiła sobie na targu własną kurę i sprzedaje jajka po 50 groszy.
O domu mówi, że jest dziwny i nienormalny.
Normalny, to taki, jaki mają koleżanki.
Czy w skrytości serca marzy o innym życiu?
Czy ucieknie stąd przy pierwszej nadarzającej się okazji?
Czy zbuduje podwaliny swojego życia na anty-scenariuszu naszych wyborów życiowych?
Czy przesyt = sprzeciw?
Kiedy jest w sam raz?


















Tyle tajemniczych spraw dzieje się poza naszą i poza jej świadomością. Może coś cichutko kiełkuje, by dać o sobie znać we właściwym czasie? 
Może ucieczka w brokatowy lans i świat sterylnych, błyszczących powierzchni będzie niezbędnym wstępem do prawdziwego, serdecznego powrotu?
Moc przyciągania przeciwieństw?
Moc przyciągania podobieństw?






Teraz jest czas poszukiwania równowagi.
 Weronika musi odnaleźć pomost pomiędzy prostym, surowym życiem, jakie prowadzi, a bolesną potrzebą akceptacji rówieśników.
To głód nie do nasycenia. Lęk przed samotnością odmieńca, jest przerażający. W takim czasie miłość i wsparcie rodziców już nie wystarczają.






Mieszkamy w miejscu, gdzie większość pięknych pieców kaflowych posłużyła do wypełnienia dziur w drogach. Gdzie znalezienie mlecznej krowy graniczy z cudem, bo jaki kretyn by się tym zajmował?! Gdzie "stare" jest podwójnie złe - bo niemieckie i bo stare ...
Mieszkamy w miejscu, z którego się ucieka do lepszego świata. Gdzie zaciera się ślady po wiejskich korzeniach i tuszuje wszelkie niebezpieczne skojarzenia. Gdzie matki przygotowują dzieci do przyszłego życia w mieście. 
W tej krainie, żyje się marzeniem o miejskości. A ono ma więcej cielesności i mocy niż wszystkie lasy i jeziora razem wzięte.


Cienka skorupka nasiąka fragmentami odmiennych światów.
 Ostre krawędzie kaleczą.
Kiedyś ta mieszanina sfermentuje, tworząc zaczyn.
Nie ma dobrych i złych wyborów.
Są tylko własne i cudze.
Gdzieś, pomiędzy przymusem odtwarzania wpojonego domowego scenariusza, a koniecznością buntu i odcięcia?
Mam nadzieję, że nie popsuliśmy zbyt wiele ...


Nieznana Ścieżko Weroniki -  bądź dla niej łaskawa.








42 komentarze:

Aneta pisze...

Piękne

ankaskakanka pisze...

Weronika nie wie, jakich fajnych ma rodziców.
Bo mowa o dziecku, prawda?
Nawet jeżeli odleci do "lepszego świata" dom zawsze będzie jej się kojarzył z piecem kaflowym, ze skrzypiącymi deskami i zapachem domu. A przede wszystkim z bezgraniczną miłością i akceptacją. Pozdrawiam

mamurda pisze...

Ależ cudowności dzisiaj pokazujesz:DDD i tak poetycko, i jeszcze raz sobie przeczytam...

Dziękuję za Twój dar i za Ciebie!!!
:*

Zenza pisze...

Wzruszające.
Weronika kiedyś się dowie, że życie po magicznej stronie rzeczywistości jest darem lub przekleństwem, zależnie od akceptacji.
Każdy młody człowiek przechodzi okres buntu i negacji zastanego stanu rzeczy. Rozdarte serce i duszę takiego buntownika może ukoić tylko miłość, a tej, wierzę, że jej nie zabraknie.

wszystkiego dobrego :)

słowa malowane pisze...

Michał się odgraża, że nie mam po co piłować tych staroci do zdarcia paluchów, bo i tak wszystko sprzeda i wyjedzie. Mówi to z przekąsem, ale myślę, że robi mnie w konia i kocha tą stara ruderę jak ja. Czego i Wam, Kochani życzę. Wzruszyłam się, idę popłakać w kąciku :*

Z Innej Bajki pisze...

Chyba jakaś niewidzialna nić łączy Dom z Puszczy nad Drawą i Inną Bajkę z Doliny Skotawy...
Mam dokładnie te same pytania ( tylko bohaterów dwóch i na dodatek płci odmiennej ;-) ) ,ten sam świat wokół ,to samo zdziwienie i niezrozumienie za lasem...Jedni wzdychają i mówią,że to wymarzone życie , innym nie mieści się w to głowie jak można dobrowolnie zamieszkać w taki miejscu.Fakt,że wybraliśmy takie życie tłumaczą tylko tym ,że to musi być kara za grzechy ,które popełniliśmy ....

M.DZIĘKUJĘ za ten wpis.Bardzo.

AgaWa pisze...

Ostatnie zdanie wycisnęło jednak tę łzę z którą zmagałam się przez cały tekst.

Jak dobrze, że są jeszcze tacy ludzie, że piszą takie blogi.

Jakich Weronika ma wspaniałych, mądrych Rodziców. Nasiąkaj skorupko, nasiąkaj...

OLQA pisze...

pięknie i mądrze napisane:)

Margo pisze...

Trudne to wszystko, a kiedy tu się siedzi, wcale się nie chce miejskości... wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma ;/

Asia i Wojtek pisze...

Bardzo mądre słowa. Bardzo. I my się nad tym zastanawiamy. Naszą Ewę ciągnie do miasta. Podobają jej się nowoczesne, proste mieszkania i wielkomiejski zgiełk. I ja myślę, ze to normalne. Bo przecież nasze dzieci muszą znaleźć własna drogę. Dla mnie ważne jest, że wraca, że chętnie jeździ z nami zachwyca się historią zaklęta w starych murach. Że nauczyła się widzieć, a nie tylko patrzeć. Wasza Weronika w sumie ma łatwiejsze zadanie ( chyba ). Chłonie to wszystko od dziecka. Ewę z konieczności rzuciliśmy na głęboką wodę. A jednak nasze dzieci sobie z tym radzą. I coś mi się wydaje, że obie będą umiały czerpać pełnymi garściami. Szanować przeszłość i historię.
Ściskam mocno!
Asia

grazyna pisze...

No piekne i madre pisanie! a Weronika sama sobie stworzy swoj swiat,a skoro nasiakala za mlodu to i wybor bedzie dojrzalszy i bardziej swiadomy.
A Twoje slowa i fotografie to czysta poezja..dzieki za ten post ...

neilii pisze...

Nieznana sciezko Weroniki badz jej przyjacielem.
.....
na zyznej glebie wyrastaja mocne drzewa
pozdrawiam

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Być może będzie chciała odejść, posmakować innego życia, po to, by potem powrócić; z zaczynu wyrasta najpyszniejszy chleb; nie ma odcięcia, nosi się w sobie to wszystko, wiem sama po sobie, zapach siana, wymłóconej słomy, czereśni ... A teraz będę jojczeć! auć! auć! nad rzeźbionymi ramami okien, malowanym wianuszkiem na ścianie, kto zliczał coś na tych deskach? matko, jaka szafa, wezgłowie łóżka, zamki, gałki, rzeźbione odrzwia, kredensik, a piece? z koronami, Magdo, skrzydło Anioła widzę. Weronika chce być księżniczką, jak każda dziewczyna, Ścieżko , prowadź ją! prowadź! wróciłam przed chwilą z rodzinnego domu, przywiozłam wiele ciepła, choć nie ma już Mamy, a chciałam kiedyś być daleko od niego, serdeczne pozdrowienia nad Drawę ślę, pa.

Go i Rado Barłowscy pisze...

BA !

Dzięki za ten tekst.

Pzdr.

Los alpaqueros pisze...

Chyba my wszyscy (tacy rodzice jak Wy i my)mamy te same przemyślenia ,takie same myśli kołaczą się po głowie.Czasami wydaje nam się że my robimy to co robimy samolubnie, one (nasze dzieci) są w tym bez naszego pytania,często widzimy bunt,sprzeciw.Jednak w końcu pada to najważniejsze stwierdzenie ,,ale ja tak lubię, tak jak wy i ja tu wróce" Nie martw się daj jej dorastać patrzeć i wyciągać wnioski, mając takich rodziców jak Wy z całą pewnością będą to mądre wnioski i dobry wybór.
P.S.
Macie cudowne piece :)
Serdecznie Was pozdrawiamy.

Grey Wolf pisze...

trzeba się nauczyć być innym..robić swoje..rozwijać swoje pasje..nie chodzić tylko za tłumem..nie wmawiać, że inni robią tak i tak, że, są przez to lepsi..inni są lepsi, chociaż często nieakceptowani..boją się ich, bo nie rozumieją ich..

kataryniara pisze...

bociany zawsze wracają do gniazd :)

doro pisze...

Będzie bardzo dobrze! Nasz gagatek świadomie miksuje miejski splendor z surowym drewnem, nie dając się zbałamucić. U Was też tak będzie.
Pozdrawiam!

megimoher pisze...

o, wreszcie mogę być pomocną:-) z doświadczenia: owszem, mieszkam w mieście, ale i tak mój dom, styl życia, tzw. sposób spędzania wolnego czasu mocno odstaje od ogólnie przyjętego. Dla dzieci zawsze były normalne wakacje na zadupiu i zarzeczu, wielogodzinne łażenie po torfowiskach, brak różnych gadżetów. Co prawda te kilkanaście lat wstecz to już były INNE CZASY, nienaznaczone aż taką presją materialności jak dzisiejsze. Przeczekałam cierpliwie kilka lat życia córki (12- 16), kiedy to najważniejsze były koleżanki, kluby (jak tylko mogła tam wbić!), wyjazdy na plaże Hiszpanii... i kolejne lata alkoholowych imprez... dzisiaj Anula, lat 22, ma to za sobą. Jest aktywistką Greenpeace, weganką, zawsze za mało jej radykalizmu w walce o prawa zwierząt, pisze pracę magisterską dotyczącą ochrony płazów, jej plany na życie to praca w parku krajobrazowym (najlepiej Suwalskim)i mieszkanie w kamiennej obórce z krówką za ścianą. Nigdy nie pozwoli nam sprzedać domu, bo tu są pochowane zwierzęta. Prowadzi ascetyczny tryb życia. Czyli udało się... a można było zwątpić... pozdrawiam.

siedziba nawojów pisze...

To tak jak z jazzem. Nie wytłumaczy się go, ale niektórzy po latach wrócą i zachwycą się nim.

Inkwizycja pisze...

Droga Magdo, noszę ten Twój wpis od przedwczoraj w sercu i w głowie.. Skorupka nasiąknie, bo to Wasza skorupka, Wasze geny, pokazujecie Weronice najlepszą stronę życia: miłość, piękno, sztukę, szacunek dla rzeczy ważnych, choć niekoniecznie cennych (i modnych!). To wszystko zostanie w niej, bez względu na to, jaką drogę wybierze w życiu.
Moje dziecko też było "skazane" na życie według specyficznych, moich, wartości... Bez gadżetów i TV, na wsi, w spartańskich warunkach. We wtorek kończy 21 lat i choć w ramach odwetu ma rzeczowy stosunek do środków płatniczych ;-) to wrażliwość i zamiłowanie do życia "inaczej" pozostały w niej. A potrzeba akceptacji u rówieśników... była, w wieku gimnazjalnym, minęła szybko, jak odra czy koklusz. Teraz jest dumna z tego, że jest inna, ma "dziwną" matkę i "niezupełnie normalny" dom ;-)
A, i jeszcze: tyle u Was cudowności! Nie można w takim otoczeniu nie poczuć więzi... może tylko trzeba jej czasu. Zawsze uważałam, że ludzie mieszkający w tak pięknych miejscach muszą być lepsi... i zazdrościłam im. Wiem, że to nie zawsze jest tak, ale... wciąż zazdroszczę ;-)
Ściskam czule!

kyja pisze...

M., wg mnie Weronika ma cudowne dzieciństwo! właśnie takie "nasiąkanie skorupki" jest najlepsze! Gdy być może kiedyś da dyla do miasta i jego inności, z pewnością, prędzej czy później wróci do świata zapamiętanego z dzieciństwa!
...i znowu Twój post przywołał dawne wspomnienia :)
p.s. a detale Twojego domu i piece boskie!

naszapolana pisze...

Coś w tym jest a propos Twego posta... pięknego i magicznego zresztą :-)
" Ten kto nic nie wie,
nic nie kocha.
Ten kto nic nie robi,
nic nie rozumie.
Ten kto nic nie rozumie,
jest nic nie wart.
Ale ten kto rozumie, również kocha, zauważa, widzi...
Im wiecej wiedzy wiąże się z jakimś "przedmiotem"
tym wieksza jest miłość.

Kto wyobraza sobie, że wszystkie owoce dojrzewają w tym samym czasie co poziomki, nic nie wie o winogronach"

Paracelsus

catwing pisze...

cudowny tekst i zdjęcia...bardzo się wzruszyłam i łza poleciała...

doro pisze...

Pozdrowienia dla Córci od Doro ;*

lafle pisze...

Pięknie napisane.......

Na szczęście między tym czego nie doceniamy a tym co wydaje się atrakcyjnie jesteśmy my sami i jakoś udaje się godzić: doceniać pierwsze, mądrze korzystać z drugiego. Weronika na pewno sobie poradzi; bogatsza i silniejsza, niż dzieci z chowu plastikowego. Pozdrawiam jako dziecko też "pikantnego" dzieciństwa, je samo bardzo doceniające:))))

A zdjęcia: miód, mleko, bajka...

jola pisze...

Magdo, czytam i kończę i zaczynam od nowa. Błądzę razem z Weroniką po tych pokojach, biegam po łąkach z kozami, rozpalam w piecu, siadam w blasku ognia i myślę. Ona może kiedyś odejść daleko do innej krainy, gdzie wszystko jest łatwiejsze i prostsze, bardziej hałaśliwe i plastikowe, może, ale ja wierzę w to, że każdy dzień spędzony w tym domu, w otoczeniu zwierząt i piękna przyrody odciśnie w jej sercu niezacieralny ślad i nawet jak odejdzie, ten ślad nie da jej spokoju i kiedyś wróci. Nie znam jej, ale jest mi niezwykle bliska, niech jej ścieżka zaprowadzi ją do szczęśliwego życia.

strandskatan pisze...

Kiedy moje dziecko obrzucało mnie tysiącem bolesnych oskarżen, miałam wątpliwości co do mojej decyzji...

Dzięki Tobie widzę, że nie ja jedna uciekam od "tego co tak pięknie błyszczy"... do dzikości... do natury...

Piękne słowa i piękne zdjęcia...
Dziękuję
Pozdrawiam Halina

Koza pisze...

Witaj Madziu
Mój syn między swoimi rówieśnikami czuje się jak "nie z tej bajki". Skończył 9 lat i właśnie zaczął zauważać pewne róznice na które nie zwracał wcześniej uwagi. Ogólnie ma swój świat i niechętnie wpuszcza tam obcych. A ja mam dylematy czy dobrze robię. Ech temat rzeka ...

Zdjęcia jak zwykle klimatyczne a zakątki Twojego domu no, chciałoby się więcej i więcej.Piec na tle starej podłogi mnie urzekł.

pozdrawiam

GAJA pisze...

Przecudne zdjęcia cudnych rzecz, gratuluję umiejętności dostrzeżenia tego, co dla innych jest zbędnym gratem.
A co do "skorupek". Będą się buntowały, potem uciekną do "lepszego świata", aż w końcu powrócą pokorne, wyciszone po swoich burzach i dadzą nam ogromną satysfakcję. Ty też się doczekasz.

Hanusia pisze...

Madziu, nawet jeśli wybierze błyszcząco i nowocześnie ? Daaawno dawno temu zadałam sobie pytanie "co to znaczy wychować dziecko?" Myślę, że przede wszystkim uświadomić sobie, ze dziecko nie jest naszą własnością, jest "swoje".A nam dane jest Być z nim, obok niego i pokazywać mu świat, nawet nie objaśniać. Ile z tego weźmie? - tyle, ile będzie potrzebowało. Ani grama mniej, ani grama więcej.Nie mamy na to tak naprawdę wpływu. Ale nigdy nie jest tak, że nic nie weźmie, nawet jeśli dokona innych wyborów, niż nam się wydają najlepsze... Ani tak, że weźmie wszystko. Ot! Małgosiu po prostu rób, co Ci serce podpowiada...A Weronika nie przypadkiem pojawiła się właśnie w tym miejscu na Ziemi. Dla Niej to jest najlepsze miejsce do rozwoju. I nawet, jeśli przyjdzie czas buntu i naśladownictwa, nic tego nie zmieni.... Pozdrawiam serdecznie Hanusia

Mateus pisze...

Najpiękniejszy post jaki w życiu przeczytałam.

Anonimowy pisze...

dobry poczatek

maszka11 pisze...

Dobrze, że napisałaś ten tekst. Życie na wsi, życie wśród odmiennej kultury-bo nie ma się co oszukiwać, równie dobrze można by zamieszkać za granica, wyobcowanie jest podobne-to nie jest bajka z Werandy Country, gdzie wszystko zawsze się dobrze kończy, jak w niektórych książkach. W Werandzie Country nie ma instrukcji, co zrobić z kolejną reklamówką pełną ledwie żywych kociąt, wrzuconą za nasz płot.
Lubię takie książki, lubię Werandę Country,ale prawda, a raczej prawdziwość jest gdzie indziej.

Ja też ostatnio wiele się zastanawiam nad tym, czy wychowanie syna nie doprowadzi do jego wyobcowania. Ale-nie dam rady inaczej. Nie umiem inaczej.I wiesz,myślę, że to, o czym piszesz da dobrą, mocną podwalinę małej Weronice. Nawet wkurzona na was, na życie będzie zawsze świetnym człowiekiem, i z tego powodu prędzej, czy później wszystko się ułoży.
PS.Jeden z lepszych postów, jakie ostatni czytałam.

Krzysiek Pogórski pisze...

Piękny tekst i piękne miejsce do życia. Fragment o lęku przed starymi dłoniami jak z dobrej poezji.
Myślę, że niezależnie od dalszych wyborów dziecko (człowiek) ma szans posmakować życia bliżej ziemi. Ma szansę docenić wtedy i uroki "cywilizowanego" życia i prostotę życia na wsi. Ale nie łudźmy się, dzieci nie będą żyć naszym życiem, nie będą naszymi następcami. Wybiorą same i same będą ponosiły konsekwencje tych wyborów. Pozostaje tylko wierzyć, że oprócz naszych kochających serc czuwa jeszcze nad nimi KTOŚ o większym sercu i rozumie. Weroniko! Mała buntowniczko co będzie jak będziesz miała naście lat?

Margo pisze...

Co u Was pięknoty?!

M. pisze...

Z CAŁEGO SERCA WAM DZIĘKUJĘ ZA GORĄCY ODZEW I PRZEPIĘKNE KOMENTARZE!
Z Waszych odrębnych wpisów powstała niezwykła całość, która żyje teraz własnym życiem.
Nie gniewajcie się, że nie odpisałam!

Ananda pisze...

Magdo! Przeczytałam ten post kilka, kilkanaście razy? Przyciąga mnie, jak magnes. I zgadzam się z przedmówcami, którzy stwierdzili, że to najlepszy post, jaki czytali. Bardzo Ci za niego dziękuję.

juta pisze...

Tyle mądrości w tym co napisałaś ,że nie wypada mi się starać nawet tego komentować innymi słowami jak tylko takimi. Przy Waszym Wsparciu i Miłości Nieznana Ścieżka Weroniki będzie dla Niej Łaskawa i okaże się Piękną Drogą przez Życie.
Tego z całego serca Wam i Jej życzę

Moje marzenia pisze...

mądrze i pięknie Pani napisała...:)

Stage pisze...

Niestety... ale już za niedługo do takich miejsc na powrót będzie sie powracać.. Piękny blog! Jeszcze więcej możliwości w NR 2012!

rancho lavender pisze...

a jednak upadłam jako matka...moja 14 letnia latorośl ucieka byle dalej, za póżno się zdecydowaliśmy na życie inne i wiązało się to z wyrwaniem jego z nastoletniego, najważniejszego dla Niego zycia...patrzę co dzień w lustro i pytam :cóz za los mojemu kochanemu dziecku noszonemu pod sercem,chowanemu dotychczas w mieście uczyniłam?a jeśli krzywdzę ?Starych drzew się nie przesadza, a na wpół wyrośnięte?,zachłyśnięte swoją dopiero poznawaną wolnością ,przyjaciółmi,muzyką, światłami miasta....tak myślę ,że zrobiłam to za póżno, a moze teraz dla Niego za wcześnie...dziękuję za tego posta.
pozdrawiam serdecznie
Rancho Lavender