poniedziałek, 14 listopada 2011

a w kozich sercach maj

Mieliśmy  plan.
 Matylda, Klementyna i Melania miały sobie w tym roku odpocząć od macierzyństwa, a my chcieliśmy wykorzystać cudowną właściwość kóz - zdolność podtrzymywania laktacji przez prawie dwa lata od porodu.
Sąsiedzi też mieli plan. Odwrotny.
I zamiast iść ze swoimi kozami na spotkanie z kozłem (i oni i my, tak co roku robiliśmy), sprowadzili Jego Samczość do domu !!!

One już wiedzą.
                                                                                                           



Melania i Klementyna wpatrują się w dal, wytężają słuch i zaciągają się nikłym pasemkiem zapachu.






Szybciutko tworzą plan.
Zupełnie odmienny od naszego.



Napięcie niebezpiecznie rośnie!
Oj, trza przystąpić do realizacji, bo nam się broda pofaluje i rogi wykrzywią!



Poooszły!

Mieliśmy inny plan. No cóż ... Na wsi trzeba być elastycznym w planowaniu. Albo w ogóle nie planować.
Żarty żartami, ale od tego dnia , Jego Samczość codziennie u nas stacjonuje, wlokąc za sobą jakieś urwane łańcuchy i resztki ogrodzeń. Jest bardzo miły i ma maślane oczy. Te oczy sugerują, że koźlątka niekoniecznie pojawią się na świecie. W każdym razie wszyscy są zadowoleni i zgodnie się pasą.
Dla równowagi, są też BARDZO NIESZCZĘŚLIWE  kozie dziewczynki  z  oktetu meeeezzoforte  i mała Gerda, których pilnujemy pilnie. To znaczy są zamknięte na cztery spusty i .... żaden tam maj, smarkule jedne! Trzeba było nawet założyć poprzeczne deski w ramach okiennych, bo rozchuliganiona Marcjanna regularnie wyskakiwała przez okno.

I teraz, zamiast siedzieć przy piecu, trzeba będzie wysprzątać i odkazić "porodówkę".










26 komentarzy:

Los alpaqueros pisze...

Ano z kozami tak już jest :) Koźlątka na zdjęciach najpiękniejsze na świecie :)))Mieliśmy na poprzednim etapie naszego życia (w dużym stadzie) kozę tak umaszczonę miała na imie Honoratka była niezwykła, dawała mleko o tłuszczu 5,8%.
POZDRAWIAMY :)

Margo pisze...

Uuuu, to wesolutko u Was, ja bym chyba cholery dostała - tak sobie myślę :)

Aneta pisze...

Życie... :)

Sarenzir pisze...

Na miłość nic sie nie proadzi, zwłaszcza taka zdeterminowaną ;) Ciekawa jestem czy jego Samczość jest tak samo zainteresowany kozami sąsiadów i co oni na to? :)

Sarenzir pisze...

Na miłość nic sie nie proadzi, zwłaszcza taka zdeterminowaną ;) Ciekawa jestem czy jego Samczość jest tak samo zainteresowany kozami sąsiadów i co oni na to? :)

jola pisze...

Przede wszystkim Magdo, piękne te Twoje panny, oj piękne i jak tu je utrzymać w zagrodzie, przecież narzeczony czeka. Uśmiałam się niemożebnie, naszego Fidela też trudno było utrzymać, no cóż będą śliczne kózki. Musisz mi powiedzieć, na czym polega odkażanie porodówki Matko jedyna, nie mam o tym zielonego pojęcia, a smarkul pilnuj dobrze :)

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Czy u kóz to jest też "latowanie"? czy jakoś inaczej się nazywa ten zew natury? ale oczy niesamowite mają kozy, takie diabelskie, a jakie ładne bródki, różki, dzyndzolki, a maluchy na dole jak z bajki o mamie kozie, mama mi ją opowiadała, jak byłam dzieckiem, bałam się trochę, jak przychodził wilk udający kozią mamę i cieszyłam, jak gajowy ratował maluchy z opresji, a to było tak strasznie dawno, pozdrawiam cię, Magdo, serdecznie i ciepło.

Z Innej Bajki pisze...

jeśli koty marcują to kozy może listopadują albo czują listopadłość ;-??
pozdrawiam z lekka uśpionej Innej Bajki ;-)

Aggie pisze...

Dzioby kozie sa przecudne:) A male, laciate do zacalowania! Co sie maja dziewczyny w listopadzie nudzic:)))
Pozdrawiam serdecznie:)

kyja pisze...

"cudowną właściwość kóz - zdolność podtrzymywania laktacji przez prawie dwa lata od porodu." - to prawie jak ja :DDDDD
Twoje kozy są bardzo wdzięczne, nie wiedziałam,że one w listopadzie czują miętę:)
Kiedyś, z ćwierć wieku temu, moja mama miała sen - sen o kozach, parę dni później znalazła parę kóz w sąsiedniej wsi. I tak z nami przez parę lat były one: wredny cap i sympatyczna koza. Mieli dziecko - małą wdzięczną kózkę, Klarysę :)Nauczyłam się doić kozę (trudniej niż krowę, nasza koza wierzgała) i okazało się, że przetwory z koziego mleka są pyszne!...i co zajrzę do Ciebie, to znowu wspomnienie z dzieciństwa...:)
Pozdrawiam ciepło Ciebie i koziniec :D

OLQA pisze...

a niech im się szczęsci w miłości, bo potomstwo-cudne!:)

aneta pisze...

kozy, jak malowane :)))))
pozdrawiam ciepło

naszapolana pisze...

Napięcie rosło i nie rozczarowałam się finałem :-) koźlątka do całowania. Ja i tak sobie kiedyś kozę sprawię i tak...

Grey Wolf pisze...

a czym się odkaża porodówkę?

juta pisze...

Na fotkach widzę cudowne kozie przedszkole. Rozumiem że teraz będzie szykowany żłobek. Najważniejsze aby wszyscy byli szczęśliwi. Oczywiście z WAMI na czele:)))
Pozdrawiam serdecznie

M. pisze...

LOS ALPA UEROS - Ano :) Czyli przed alpakami były kozy?! Te na zdjęciach to oczywiście część wiosennego oktetu.

MARGO - cholera była przez chwilkę, ale ją przestrzeń wchłonęła. Wewnętrzna przestrzeń, ma się rozumieć :)Szlag by mnie trafił gdyby któraś z "nieletnich" została matką!

ANETO - właśnie tak! Życie ma w nosie nasze plany.

SARENZIR - ładna nazwa "miłość zdeterminowana" :) Chuć znaczy się?
Ale trafiłaś z tymi kozami sąsiadów! No właśnie J.S. nie bardzo się nimi interesuje i sąsiedzi są tym mocno zaniepokojeni. Dla J.S. ich kozy są istotami z innej planety - przerażająco białe i na dodatek bez rogów! Zupełnie nie zadziałała fascynacja odmiennością. Nawet miłość zdeterminowana okazała się zbyt słaba. Widać podobne szuka podobnego.

JOLU - nam też się podobają :) O bardzo odmiennych charakterach i różnych smakach mleka.
Jeżeli w pomieszczeniu, gdzie będą rodzić (może po prostu u siebie w domu?) nie zalegał bardzo długo nie usuwany obornik i nie mieliście tam innych zwierząt, to daj sobie spokój z odkażaniem! U nas "wystąpiło" i pierwsze i drugie, więc wolimy to zrobić. Środków do odkażania pomieszczeń jest trochę do wyboru (np.u weterynarza) albo po prostu zwykłe bielenie wapnem, jak to się zawsze na wsi robiło.

MARIO - przeróżnie mówią: gonienie, palenie się, grzanie, itp. A prawidłowo, to bekanie.
Najstraszniejsze dla mnie było w tej bajce to, że istniała możliwość pomylenia prawdziwej mamy, z udającym ją wilkiem. Do dziś mnie to przeraża.

Z INNEJ BAJKI - jakie śliczne, mięciutkie nazwy! One już tak od września (czasami sierpnia) wrześnieją i październiczą :)

AGGIE - małe, to prawdziwe słodziaki, ale jak urosną ...

KYJO - o rany, ale z Ciebie mama! Ja to straszny krótkodystansowiec pod tym względem.
Cudna opowieść - sen wyprzedzający rzeczywistość, albo rzeczywistość opowiedziana przez sen...
Super imię Klarysa! A na czym polegała wredność capa (poza zapachem :))

OL O - już one zadbają o swoje szczęście! Tylko kto zadba o nas, żebyśmy to przeżyli? :)

ANETO - malowane black&white :)

NASZA POLANO - no pewnie! Co to za polana bez kozy? :)

WILKU - różne cuda są u weterynarzy. Nie umiem niczego polecić. Dawniej się po prostu bieliło gęstym wapnem i już.

JUTO - dzięki, że ktoś pomyślał o nas :)

Przepraszam tych, którzy mają w nazwie literę ... no właśnie nie mogę jej dzisiaj napisać! Klawiatura odmówiła posłuszeństwa.

POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE!

Margo pisze...

No tak...

słowa malowane pisze...

Uśmiech od ucha do ucha ma ta kozucha, co knuje, bo czuje, Jezu jak ja rymuje, fuje! :)

Los alpaqueros pisze...

Kozy były pod koniec lat 80tych. stado podstawowe ponad 30szt. W tamtych czasach było to jedno z pierwszych w Polsce stad produkcyjnych :)Pochwalimy się że nasze kozły zajmowały I miejsca na Wystawie Krajowej na Służewcu :) Ale to bardzo daaawne czasy :D
Pozdrawiamy Was.

mamurda pisze...

hahahahaha to macie wesoło, a te maślane oczy mnie rozbawiły, naprawdę;D
Kozy piękne jak ta lala!!! Pozdrawiam serdecznie:DDDDDDD

AgaWa pisze...

O matko z córkom, jak Wy tam macie wesoło... Podobno szklanek i dzieci w domu nigdy za wiele, a u Was to kózek... :) Albo jeszcze inaczej:"w każdym kątku po koźlątku" :) Podziwiam, jak pięknie potraficie wpisać się w ten bieg zdarzeń, z takim pełnym zrozumieniem, akceptacją i sercem na dłoni. I dobrze, z naturą nie wolno się mocować, choć wielu dziś próbuje przejąć kontrolę nad wszystkim wokół

kyja pisze...

cap był wredny, bo bódł przy każdej okazji, my z siostrą przezornie go unikałyśmy, ale mama przy wieszaniu prania musiała mieć oczy dookoła głowy :)
Po koziej przygodzie mamie przyśniły się kolejne zwierzaki...:)

M. pisze...

MARGO - na podorędziu mam jeszcze zawsze łiii :)

PAULINO - mam wrażenie, że w porę się zatrzymałaś z dalszym rymowaniem :)

JANUSZU I ZOSIU - o, jak ładnie ominęłam literkę, której dziś nadal nie mogę napisać.
Ależ wcześnie zaczęliście budować swoje królestwo! Ja jeszcze wtedy byłam zakoniona w głowie, sercu i całej reszcie. Gratuluję kozłów wystawowych!

MAMURDO - czy Ty się przypadkiem z nas nie śmiejesz ?:)

AgaWo - o szklankach nie wiedziałam. U nas nieustannie brakuje łyżeczek i noży :)
Tym łatwiej nam się "wpisać w bieg zdarzeń, ze zrozumieniem", że sami przecież również nie upilnowaliśmy naszych lasek ...

KYJO - ale masz mamę! Przypomniało mi się, że pisałam kiedyś o szukaniu snów o koniu ...

CIEPŁA W DOMU WAM ŻYCZĘ!

Wonne Wzgórze pisze...

nie prowadzą się najlepiej te Wasze panny ;-)
Maluchy cudne i nawet KOZIE dzieci dostarczają dużo radości. Powodzenia w wychowywaniu ;-)

HANNAH - UNE FEMME pisze...

Auuu ale super, może basen do porodówki wprowadźcie hihi
Kozule absolutnie piękne
buziole w nochy

M. pisze...

WONNE WZGÓRZE - one wiedzą, że moralność to czysto ludzki wymysł :)
HANNAH - ach ty wodna istoto! Bez wody ani rusz? :):) One chyba jednak wolą na suchej słomie.