piątek, 26 listopada 2010

opowieść o pewnym domu...




Dom na Ziemiach Odzyskanych i Wyzyskanych. Stworzony z całą miłością i mądrością, jaką jego budowniczowie, byli w stanie mu ofiarować. Po wielu latach, stał się przymusowym i niechcianym podarunkiem, dla rodziny, która swoje prawdziwe gniazdo zostawiła daleko stąd.
Obcy, dziwaczny, zupełnie odmienny , z  pamięcią zapisaną w innym języku, z niezrozumiałą  tradycją... Nie dawał poczucia bezpieczeństwa, przywoływał wciąż tęsknotę za daleką krainą z dzieciństwa. Jego nowi mieszkańcy - czujni i nieufni - nie pili wody z "zatrutej" studni i nie używali nieznanych urządzeń. Nie znaleźli również skarbów. Dzień po dniu pracowali na roli i przy zwierzętach. Dzieci rosły i widziały, że świat wokół się zmienia. Przyszedł dzień, że trzeba było poodcinać korzenie domu, oderwać od niego przynależną mu ziemię i oddać ją nowemu państwu, w zamian za rentę dla staruszki mamy. Aż wreszcie nadszedł czas, że wyciśniętego jak cytryna domu, nikt z rodziny już nie chciał. Nikt nie chciał słuchać jego wołania o ratunek, bo sama praca rąk nie mogła  już pomóc pękającym ścianom i gnijącym stropom. Było za późno.
Dom potrzebował pieniędzy. Rodzina siadła do ostatniej narady i pożegnała się z domem.
Oferta ponad rok błąkała się po wirtualnej przestrzeni. Różni ludzie oglądali dom i odjeżdżali.
Dlaczego wybraliśmy ten podwójnie przekreślony ( przez los i przez naszą rękę...) dom? Nigdy się nie dowiemy dlaczego przejechaliśmy 600 km żeby tu zamieszkać. Na pewno nie powodowała nami młodzieńcza buta. W co wierzyliśmy? Na jakie szczęście liczyliśmy, myśląc, że nam się uda? Dom dostał wszystko co mogliśmy mu dać. Pieniądze się skończyły. Pięćdziesięcioletnia kobieta nie znalazła pracy w regionie wysokiego bezrobocia. Tu i teraz to oczywiste, ale oglądane z daleka przybierało różne złudne kształty. Pomyślicie - idioci, romantyczne naiwniaki! To miejsce i to życie jest przeznaczone wyłącznie dla bogatych i stabilnych finansowo! To wszystko prawda. Tylko czy jedyna?
Codziennie w czyjejś głowie powstaje myśl o znalezieniu swojego miejsca na ziemi. O pokochaniu i zachwycie. Znów ktoś będzie próbował i uda mu się lub nie.
Tu nie ma winnych. Żadne mroczne ani ludzkie siły nie sprzysięgły się przeciwko nam. Nikt nam nie szkodził i z nikim nie musieliśmy walczyć. To nie była wojna, a jednak klęska jest naszym udziałem. Nie brakowało nam uporu i wyjątkowej jak na mieszczuchów twardości i odporności.
Ale popełniliśmy jakiś błąd, może całe mnóstwo błędów i zeszliśmy z drogi. Błądzimy gdzieś po manowcach.

Życzcie nam szczęścia i siły żebyśmy wytrwali i znaleźli źródło przeżycia.
Każda dobra myśl jest bezcenna!

5.11.14. Wykreślam słowo klęska.
               
               
               

4 komentarze:

Riannon pisze...

Życzę Wam tego z całego serca, wierzę w dobrą energię i w to, że jak ktoś czegoś mocno pragnie, to osiągnie cel :-)

Iwka pisze...

Ja tez trzymam kciuki z całych sił i o ile jeszcze się wam nie powiodło, to aby się tak stało!!!
W troszkę podobnej sami sytuacji znajdziemy się już niedługo...

Anonimowy pisze...

Dopiero dzis na Was trafilam, zaczynam czytac od poczatku, ale juz teraz zapewniam o moich pozytywnych myslach
Lece czytac dalej. Ciekawe co bylo potem! Wy juz wiecie :-)
Pozdrawiam
A(polonia)

Loyal Pat pisze...

Podobnie jak Osoba wyżej napiszę,że dziś właśnie sobie czytam na spokojnie Twojego bloga, już go kiedyś odkryłam ale nie maiłam czasu szczegółowo odkryć , dziś przypatruję się...ta 50 tka? to Ty? fajnie poznać Cię "bliżej", czytam sobie , jest w Twoim blogu co mnie przyciąga, trzymam za Was kciuki w każdej fazie Waszego życia.:)