piątek, 3 stycznia 2014

MAPA. Na północ



Andrea Kowch


Gdy się jest psem, nie kładzie się głowy na północ. Łączy się pysk z ogonem i zamyka dostęp. Człowiek jest głupszy od psa. Piszę o sobie.
Północ jest najtrudniejsza. To tam z zakochania kupowaliśmy dom. Nie patrzcie przez te okna, powiedział mały syn poprzednich właścicieli. Za  stawem mieszka zły człowiek. 
To takie nudne, że zawsze się chce tak samo, żeby już nie był taki zły. Nie wściekaj się, To się nie może udać. Jest tak zrobione żeby się nie udało.
 Na początku on mięknie, bo bardzo tego potrzebuje. Patrzysz jak siekierą wyrąbuje przerębel, lód gruby, mocny. Wiadomo, na północy tęgi mróz. Krowy piją powoli, bo gęsta woda parzy gardła.  Nie przepychają się, każda wie kiedy może.
 Magduuś, idź już do domu, tak bym nie chciał żebyś zmarzła. Obcy człowiek ci tak mówi, Magduś i przeciąga to uu, aż trzeba szybko iść. Właściwie nie ma o czym pisać, wszyscy to znają. Jest jakieś najpierw, jest jakieś później.
Każdy żyje jak umie. Jak mu jego pokręcony łeb pozwala.
 Jak mu jego pokręcony łeb każe.
Północny sąsiad jest głodny. To głód nie do nasycenia. Chce sobą zapełnić mapę po brzegi.  Po horyzont. Zaplanował już wszystko jak będzie. Na każdej łące, w każdym cudzym domu. Kupił ostatni wolny skrawek ziemi i zaorał drogi. Można udawać, że to się wcale nie dzieje, że jeszcze się nie dusisz. Pomoże ci w tym twój własny pokręcony łeb?
Dalej na północ, drogą przez Pacholczyk, obok martwego dębu, gdzie nie umiałaś zrobić jak proszono. Musiałaś, cholera, po swojemu! W głębokiej dziurze pośród łanów pszenicy, przez trzy dni ukrywali się ludzie. Dwóch mężczyzn, twój mąż i młoda ładna kobieta - Blue Moment. Bawili się w prawdziwość, to bardzo piękna zabawa. Codziennie garść orzechów, tylko tyle ile się mieści w dłoni. Największą miał Marcin, ale jego strach był jeszcze większy i kazał mu  przytargać ze sobą plecak pełen konserw. I to całe ratowanie życia wysypało mu się z otwartego plecaka, pod nogi tych, co z garścią orzechów. Rany boskie, jaki wstyd!
Przez zboże zawsze szło się w głębokim pochyleniu, delikatnie, żeby kłosy nie falowały. Każdy robił to, czego się najbardziej bał. Nocami pływali w Twardowskim, za nogi łapały ich obrzydliwe śliskie wodorosty. Nie wolno było krzyczeć. Blue pływała nago. Wiecie, czego się bała najbardziej.
W nieruchomej ciszy, przepływali z południowego brzegu, na północny, do krainy o innej nazwie, która była zupełnie taka sama. 
Na krańcu tej mapy, gdzieś daleko daleko, w sumie nie aż tak bardzo, ale Walkowie nigdy tam nie byli i chcieliby chociaż raz zobaczyć, gdzieś tam pomrukuje zielono-niebiesko-granatowo-szaro -czarno-srebrno-czerwono-bure  Morze.







15 komentarzy:

Julia K pisze...

Ty to potrafisz!
Mam dreszcze i chyba się boję....

J. pisze...

"To się nie może udać. Jest tak zrobione żeby się nie udało."

ano..:)
absolutnie genialnie to napisałaś wszystko

Ania M. pisze...

Dajesz obrazy chwil, które trzymają, każą myśleć, rozrastają się.

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Jak zwykle świetne, poczułam dreszcz strachu.

Margarithes pisze...

Ja to mówię w sobie, na północ stąd, tylko trochę dalej. Trudne to życie, trudne, bo pełne wyrzeczeń, bólu, i stawiania na swoim, na cudzym, wchodzenie głębiej...

Mama Maminka pisze...

No, ale czekaj....w końcu obronili Ci ludzie, tzn. dwóch mężczyzn, Twój Mąż i Blu-Moment ten ostatni kawałek mapy przed północnym, zachłannym sąsiadem???

Alcydło Kr. pisze...

Poszłabym w taką zabawę jak w dym! Taka noc w zbożu, nasłuchiwanie odgłosów z lasu, nasłuchiwanie własnych lęków. To jakby być w samym środku siebie, najgłębiej, najczujniej i jednocześnie patrzeć całkiem z boku.
Domy jednak czegoś nas pozbawiają. Chyba warto czasem wyjść z domu i na chwilę zapomnieć o tym, że jest.

Ciekawa jestem, jak daleko na południe sięga Twoja mapa:)

Ściskam Cię mocno M!

Emma Ernst pisze...

Och, u mnie też był ten obraz z Andrei Kowch, też było o wodzie, trochę o błądzeniu i poszukiwaniu... I teraz sobie wyobraziłam jego lustrzane odbicie: dwie kobiety - Twoja i moja - stojące naprzeciw siebie po dwóch stronach jeziora... :)

http://piosenkaptasia.blogspot.com/2012/02/to-nie-bya-plaza-3.html

Megi Moher pisze...

wiedziałam, że na Północy będzie morze:-)
Są tam też te jeziora, w których rusałka z wodorostów może wciągnąć BM w głąb.
I tak, wielu łapczywych złych ludzi, zagarniających świat.
Podobna ta twoja kraina do mojej, coś czai się tuż pod powierzchnią.

Olga Jawor pisze...

Madziu! Myslałam, ze trzeba będzie przeczytać Twoje opowiadanie wiele razy, zeby dotarło sedno.Ale po kilkukrotnym przeczytaniu doszłam do pierwszego wrażenia, skojarzenia, odczucia.Zaraz napisze jakiego. Bo Twoje pisanie jest jak sen. We snie wszystko jest jasne, choc dziwne. Ale ma swoją logikę. Nie lepsza ona ani nie gorszą od tej na jawie. Po przebudzeniu cięzko sklecić w jedno wszystkie wątki. Gdzies umyka prawda i sens. Nie da sie już tego nazwać słowami. Zostają odczucia. I pewność, ze sie na pewno wie.
No własnie...A to moje najpierwsze odczucie poprzeczytaniu. I to moje dziesiąte odczucie po przeczytaniu jest takie samo. Trzeba wierzyc sercu. Ono wszystko wie. I nie szuka dodatkowych znaczeń, bo ma je w swoim czuciu.
Zamykamy sie w swoim świecie. W swoim zetknieciu pyska z ogonem żeby nie widzieć, nie czuć lęku, nie dać ranic sie złu i niesprawiedliwosci na tym świecie.Ale mimo wszystko to wokół jest. Istnieje, oddycha. Pyszni się. Parzy jak te krowy gęsta woda (piekne okreslnie swoją droga - ta gęsta woda).Gęsto jest w tym świecie od bólu i od nieustannych starań by nie bolało. Od bezradnosci i naiwnej wiary, ze jeszcze mozna cos po swojemu, w zgodzie z natura zrobić. Wykapać sie w jeziorze. Przepłynąc morze. Życ prosto, zwyczajnie i po ludzku...
Madziu!Przepraszam za rozpisanie sie. Sama siebie musze stopować. Bo Twój tekst o poranku pobudził bardzo do myslenia i czucia mózg oraz serce...

Błotniak z Bronnej Góry pisze...

Magduś, wybacz.
Zwykle dotrzymuję słowa. Nie napisałem, bo mi się popyrtało. Zaraz to uporządkuję!

Oby Tobie i Twojej Rodzinie sprzyjali polscy Bogowie!

Do usłyszenia...

Błotniak z Bronnej Góry

Piotr pisze...

Pięknie i trafnie napisała Olga, ze Twoje pisanie jest jak sen.
Trudno jest opisać to co się czuje we śnie, bo trudno jest zapamiętać sen.
Ja też przybyłem z południa, ale kocham północ.

Magda Spokostanka pisze...

JULIO - nie bój nic, wszak mieszkasz na wschodzie :)

J. - pytanie tylko, czy na zewnątrz tak było zrobione, czy w mojej głowie, czy cudzej głowie?

ANIU - mam nadzieję, że nie rozrastają się w krainy niepokoju

NATALIO - ta mapa zdumiewa mnie samą ...

MARGARITHES - najgorsze, że często człowiek się pcha w ponure sprawy, na własne życzenie

MAMO MAMINKA - boziu, jak cudnie wymyśliłaś! Nie, niestety, poszło jak czarna fala i trzeba się nauczyć na nowo żyć w tym miejscu

ALCY - Paweł co roku urządzał podobne warsztaty. Marcin pisze listy, jak się zmienił.
O południu jeszcze nic nie wiem.

EMMO - jak ucichnie wiatr, to może usłyszą, co wołają do siebie?

MEGI - nie umiałam tego nazwać i napisałaś - coś się czai - tak właśnie, pod powierzchnią krainy i w naszych pokręconych ...

OLGO - Marzę o tym, żeby tyle słów mnie polubiło, jak Ciebie. Żebym nie musiała ich tak z trudem wyrywać. To o pisaniu.
Ja się właśnie nie "zamknęłam", lazłam jak głupia we wszystko co się wydarzało.
Pokręcone łby, twórcy ułudy, skutecznie zagłuszają głos serca ...

BŁOTNIAKU - właściwie, to ja też nie odpisałam, więc ...:)
Ale spoziram na gmaila, spoziram ...
Niech sprzyjają! Swarożyc i Chors!

PIOTRZE - wszystkie wydarzenia są prawdziwe, ale rzeczywiście snują się jak porozrywane wspomnienia lub strzępy snów.
Ja też z południa :)
BARDZO SERDECZNIE POZDRAWIAM!

Megi Moher pisze...

no dobrze. Jesteśmy z takich samych krain, stąpamy po kruchej powierzchni, pod spodem lawa lub zimna woda, obie niebezpieczne. Mieszkam dłużej, to wiedziałam.

Magda Spokostanka pisze...

MEGI - z takich samych,to aż nie. Twoja bardziej bardziej. Ale coś jest na rzeczy. Takie ciche, niskie brzmienie, jak w Pikniku pod wiszącą skałą.