poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Gdy przyszłe wydarzenia są już gotowe



Gdy przyszłe wydarzenia są już gotowe, to brakuje tylko przywołania.  A że człowiek głupi, głuchy i ślepy na ogół, no to potrzebny jest telefon albo głośne szczekanie psów.
 O matko, ktoś jedzie! Zabłądził , czy do nas?
A widzisz! Mogłaś się rano uczesać, mogłaś? Twarze matki i córki ekspresowo przemyć chusteczką dada, zdążyłaś?
Aaa, to pan listowy jedzie. 
To nie pan listowy. Dwóch mężczyzn, jeden młody, drugi bardzo młody, chłopiec właściwie. Siadamy pod renetą. Chłopiec nie słyszy o czym rozmawiamy, ale przygląda się nam uważnie i wyraźnie czeka na coś. W pewnym momencie jego oczy rozświetlają się jak gwiazdy - zobaczył właśnie narysowany w powietrzu znak  - chcesz papierosa?  Myślę sobie, może ma więcej takich szczęść, od których jaśnieją mu oczy?
Gość pokazuje zdjęcia w swoim aparacie, a ja patrzę i nie wiem. Obrazy, dużo obrazów, instalacje, jakieś płaskorzeźby ze skręconego papieru, obrazy i  oooo!  domy z mojej wsi. Nie poznałam ich, ale mówię - jak tu dobrze, w tym zakątku! To przecież u was, za drugim zakrętem. Uśmiechnięta twarz dziewczyny. Pewnie mocna, bo nie łatwo jest żyć z artystą.
Czekamy na Pawła. Panowie badają się ostrożnie i jest dobrze.
Za dwa dni jedziemy do młyna.
  



Chłonę wnętrze, a ono  układa mi się w środku jak dobrze znany film. Jest tak, jakbym chciała żeby było, mimo, że przecież nie znam. W filmie jest archiwalna scena, ze wspólnym malowaniem wielkiego obrazu. Klęczymy w czwórkę na podłodze i w gęstą fakturę dżemu z czarnych porzeczek wtykamy zapałki. Obraz leży, ale nie mamy wątpliwości, że ma i swoją górę i swój dół.
 A tutaj pod ścianą stoi perkusja! Przywołana?
Wspomnienia ocierają się mięciutko. Pijemy słodką herbatę. W domu nie pijemy nigdy słodkiej.




To drzewo ma poskręcany ze starości pień. Widać wyraźnie powrósła, które go tworzą. Może to  owocowa siostra, naszej hyczki, z której nie uciekł Uciekinier?



Na stół wbiega co chwilę wielki szczur i porywa kolejne maślane ciastka, upieczone przez mamę Młynarza. Chowa je skrzętnie w swojej spiżarni za zasłonką




Mam już swoje dwa ulubione obrazy - wodę i początek z krzesłami. Zwłaszcza te dwa krzesła nie dają mi spokoju, przyciągają nieustannie. Co chwilę spoglądam, nie oceniam, nawet uswajać nie muszę, bo same się uswoiły. Młynarz widząc naszą grę, mówi - ten obraz tu zostanie. On nie wie przecież, że wszystko musi przegrać z zakupem opału.
W czasie, gdy kobieta marzy, mężczyźni planują. Młynarz chciałby stworzyć miejsce dla innych. Sam jeszcze nie wie,  czym ono miałoby być. Warsztaty? Dom Sztuk Różnych? 
Paweł ma doświadczenie w tworzeniu takich miejsc i w pracy z ludźmi. Młynarz jest wypełniony po brzegi energią. Bardzo bym chciała żeby to spotkanie wydało plon. Żeby nie rozwiało się jak dym. Młynarz już znalazł kogoś, kto chciałby i może czeka? Pokazuje nam małą karteczkę, na której jakiś chłopiec namalował zwykłymi pisakami, kolorową mozaikę. W doborze kolorów i ich wzajemnym przenikaniu nie ma bylejakości. Coś może z tego będzie.
Musimy już wracać do domu.
To ja wam jeszcze zagram.
Przecież wcale na to nie czekałam. 
Bardzo czekałam.
Straszliwy łomot uderza w ściany, w powietrzu wiruje pył.
Cholera, o to właśnie chodziło! Pierwsze ruszają nieśmiało, śmieszne haftowane buty. Odgina się poła niby wojskowego płaszczyka i  mam teraz jedno skrzydło do latania. Żadne wstydy i dobre wychowania nie mają już do mnie dostępu. Jeszcze tylko wyciągam z kąta przerażoną Weronikę, odklejam przywarte do  jej uszu ręce ... i ... HEEEJAAA!



Tańczymy wariacko, bez żadnej myśli jak to wygląda, bo i po co.
I tylko żałuję, że nie ma z nami Marty, bo  z nią jeszcze nigdy ...
















Musimy już iść do domu.
Mijamy piękne krzesła. Jedno jest nieparzyste - chcecie?
Nasze roześmiane gębule odpowiadają same...




Później, 
w ciemnościach,  eksplodują białe smugi mleka. To zamiast spadających gwiazd, których w tym roku nie udało mi się zobaczyć. Przepraszam was, kozuchy, ale czasami muszę inaczej.




To wszystko było na wsi i o wsi.

15 komentarzy:

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, skąd ja to znam? Te młyny, Twoje ulubione, perkusję też lubiłaś, i że obraz przegra z opałem, obija mi się to po głowie. Niech ziszczą się wszystkie plany mężczyzn, niech im się uda, pozdrawiam serdecznie.

aneta pisze...

Trzymam mocno kciuki, żeby projekt wyszedł!!! Nawet i bez doświadczenia wszystko by Wam wyszło!
A jak taniec? Szczęśliwsza? Pewnie teraz będzie ich więcej :DDDDD

naszapolana pisze...

Piękny styl, zresztą jaki tam styl? to z serca pisane i czuć je każdą komórką gdy czyta się Twego bloga. :-)dobrej nocy :-)

Margo pisze...

M. dobrze, że jesteś. Okrywasz we mnie to, o czym zapomniałam... że też człowiek ma sobie tyle młynów...


Piękne krzesła!

jola pisze...

To tak, jakbym zamknęła oczy i słyszała czyjś głos opowiadający piękne historie, widzę Ciebie i Weronikę w szaleńczym tańcu i mężczyzn rozmawiających z powagą, w pokoju półmrok, tylko stróżka światła sączy się przez szczelinę. Namalowałaś piękny obraz słowami...uda się...

kyja pisze...

najbardziej rozbroiła mnie ta piękna pajęczyna :)

Inkwizycja pisze...

Czasami zadziewa się coś, co powinno... po prostu ;-) Samo się przywołuje...
Pięknie malujesz obrazy słowami i fotografią, czytając czuję te emocje i nastrój. Lubię Cię czytać, to trochę inny świat ;-) trochę jakby we mnie ;-)
Ściskam czule!

Piotr pisze...

"Gdy przyszłe wydarzenia są już gotowe"....czas przestaje płynąć i widać to co JEST.

M. pisze...

MARIO - Znasz mnie już przecież :) I tak mnie serdecznie "rozkminiasz"!
A z planami to pożywiom - uwidim ...

ANETO - do projektu, to jeszcze daleka droga ... Bywa tak, że spotkanie sypnie iskrami ... i po wszystkim.
Nie wiem czy szczęśliwsza, ale ten taniec pozwolił mi odwiedzić 20 letnią Magdę i to było wspaniałe!

NASZA POLANO - czyli mam stylowe serce :):):) Dzięki!

MARGO - pięknie mi napisałaś. Dziękuję Ci! Tak tak ... młyny i stare dworce, trochę zamków i drewnianych chatek ...

JOLU - bardzo się cieszę, że spodobała Ci się ta historia i że byłaś tam w środku przez chwilę.

KYJO - mnie najbardziej fascynowały wszystkie fragmenty maszyn, w różnych zakątkach. Pajęczyna naprawdę świetna - dobrze, że rozbroiła :)

INKWIZYCJO - bardzo czekam na takie chwile, gdy samo się przywołuje. Z planowaniem u mnie kiepściutko. Bardzo się cieszę, że w moim pisaniu może być coś dla Ciebie.

PIOTRZE - niestety zwykle najłatwiej o podróże w przeszłość lub zarzucenie linki holowniczej na przyszłość ...

megimoher pisze...

ach, łał... ooo, sypnęło iskrami... Magda dwudziestoletnia, dziś jak stateczna młynarzowa, opał, kozy, matka Weroniki... a w środku Weronika, bo i ona dwudziestoletnia, dorastająca w tańcu! niech planują faceci, niecierpliwią się kozy, szkoda, że Marty brak, ale co tam! Przyszłe i przeszłe wydarzenia są jednym.

Go i Rado Barłowscy pisze...

aaaallleee jjjaaazzzdddaaa !!!

Bardzo gorące buziaki!!!

M. pisze...

MEGIMOHER - ponoć ta jednoczesność wydarzeń występuje na Tralfamadorii. Na Moherii toże?

GO i RADO - yes yes yes!!!

Serdecznie Was pozdrawiam!

Hanusia pisze...

M.fascynujące jest Twoje widzenie świata, potrafisz pociągnąć człowieka w głąb Ciebie, w głąb siebie.... Dziękuję...

słowa malowane pisze...

a to ciekawe, że ja dopiero teraz, u schyłku lata, ten bajkowy post przeczytałam. Piękny:)

megimoher pisze...

na Moherii cały czas...