wtorek, 9 sierpnia 2011

Żywioł ludzki






Mała Marianna zgubiła w trawie dzwoneczek.   Ważny dzwoneczek, od  ważnego człowieka.  Człowiek jest już od wielu lat mieszkańcem przepastnej przeszłości, ale
 dzwoneczek wisiał przy klamce domu.  Teraz.
Przy klamce, na chwilę pozostało puste, bezdźwięczne miejsce.  Ciiiii ...
 Dzisiaj dzwoneczek pozwolił się odnaleźć  i  znów dzwoni   dzyń dzyń ...  Dobrze to robi wypaczonym drzwiom, więc lubią go mieć.




Od dwóch miesięcy otacza mnie żywioł ludzki. Pulsujący, oddychający w różnym rytmie, zbliżający się i oddalający, według sobie znanego klucza. Fascynujący odmiennością lub znienacka wrzucający klocki, pasujące idealnie do mojej układanki.  Czy to możliwe?  Możliwe.
A ja, wiejski dzikus, przez cały rok zakiszona we własnym sosie -  bez szans na błogosławiony dystans - teraz żyję w nieustannym oszołomieniu. Pasę się cudzym widzeniem mojej codzienności i oswajam ją na nowo. 
W ostatnim czasie  dostałam wiele niewymiernych podarunków od nieznajomych ludzi.
 Zostałam też wspaniale obdarowana przez blogowych przyjaciół, którym jeszcze raz najpiękniej dziękuję! 




                                od  Doro
                                      Asi i Wojtka
                                      Sarenzir
                                      Megimoher
                                      Aradhel

Sprawiliście mi wielką radość!


Nie umiem sprostać wymogom regulaminu. 
86 blogów, które obserwuję, nieodmiennie mnie zadziwia, raduje, uczy, uspokaja, porządkuje, złości, porusza i inspiruje.
Wszystkie są na swój sposób najważniejsze, zależnie od moich nastrojowych głodów.




Czas płynie wartko, odmierzany przygotowywaniem posiłków i pracami gospodarskimi. Zawartość czasu w czasie jest różnorodna i nie wiem od czego zależna.



 Obiecuję, że znajdę chwilę skupienia i napiszę siedem rzeczy. To będzie największa niespodzianka dla mnie samej, bo naprawdę nie wiem co napisać. No może tylko to, że:
1) jako nastolatka, chłonąca muzykę głową, sercem i trzewiami - marzyłam o graniu na perkusji. Nigdy nie rozpoczęłam nauki w tym kierunku, ale dwa razy, krakowska, przyjacielska grupa "Zoopaws", pozwoliła  mi walić w swe bębny! Szło mi beznadziejnie ... To co w duszy grało i bębniło w niesamowitym rytmie, nijak nie potrafiło wyjść na zewnątrz ... Czy miało to wpływ na to, że później zostałam dziewczyną  gitarzysty? :)










11 komentarzy:

Wonne Wzgórze pisze...

a ja chciałam grać na gitarze i zostałam dziewczyną... perkusisty ;-)

Pozdrawiam!

Inkwizycja pisze...

Śmiem twierdzić, że zawartość czasu w czasie jest odwrotnie proporcjonalna do naszych potrzeb i niecierpliwości...
To "cudze widzenie Twojej codzienności" z mojego punktu widzenia jest pełne pożądliwego zachwytu... nie dziwię się Żywiołowi Ludzkiemu ;-)
Dobrze, że dzwoneczek się znalazł ;-)
Ściskam czule!

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Magdo, z pięć razy zachodziłam do Ciebie, czytałam, bardzo gratuluję wyróżnienia, prawda, że to miłe? Sama byłam żywiołem ludzkim przez 3 dni, chyba niekłopotliwym, bo prawie nieobecnym, ale obserwowałam innych, podrośniętego synka, który mówił bardzo głośno do swojej matki, że: Wk....sz mnie!!!!, nie śmiem tego napisać ..... i innych zachowań, Ty trafiłaś na wspaniały żywioł. Ach, Ty wiejski dzikusie, pewnie nie wierzysz, że żywioł może Cię podziwiać, ba, nawet zazdrościć. Miało, miało wpływ, gitara też gra w rytmach i Ty to czułaś, serdeczności.

Grey Wolf pisze...

no, nieraz coś się szuka i szuka i nie ma..potem przypadkiem się prawie nadeptuje na to :)

Riannon pisze...

To wspaniałe uczucie, kiedy patrzy się na swoje życie cudzymi oczami. Czasem problemy codziennego życia przesłaniają nam to, co sobie stworzyliśmy. Dopiero ktoś z zewnątrz przypomina nam o wyjątkowości takiego życia, jakie sobie wybraliśmy. I to pomimo kłopotów, bo ma je przecież każdy, czy na wsi, czy w mieście. Największą nagrodą jest uśmiech gości i stwierdzenie, że chcieliby wciąż tu wracać.
W bębny też waliłam, ale słusznie stwierdziwszy, że wszyscy fajni gitarzyści są zbyt mocno obstawieni przez babeczki, sama sięgnęłam po gitarę i nauczyłam się grać :-) Buziaki :-*

mamurda pisze...

Ja często tak mam, że chowam coś tak, żeby wiedzieć gdzie schowałam i co??? Potem nie mogę znaleźć schowanej rzeczy:))) Ostatnio tak schowałam piękną podkowę, przeszukałam cały dom, a dopiero znalazłam ją przypadkiem wczoraj:DDD
Musi być u Ciebie wesoło w takim razie... Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci dużo sił i pogody ducha:DDD

Piotr pisze...

Być może coś nam ginie, aby uświadomić nam wartośc tego co mamy, albo przypomnieć nam jak bardzo ktoś był dla nas bliski. Być może...

megimoher pisze...

i co, co dalej z tym gitarzystą???

M. pisze...

WONNE WZGÓRZE - :)

INKWIZYCJO - u mnie chyba nie. Czas zagęszcza się różnie i czasami (:)) jest go bardzo dużo.
Cudze widzenie bywa też ostro krytyczne i całe szczęście!

MARIO - wyróżnienia wciąż mnie cieszą, jeszcze się nie uodporniłam :):):)
Czasami wierzę, bo o tym mówią wprost. Trafiają też do nas ludzie, którzy się pomylili i źle wybrali.

WILKU - bardzo często mi się to zdarza i czasami rozpaczliwie szukając np. karty kodów, wyobrażam sobie, że szukam czegoś kompletnie innego (żeby karty nie spłoszyć :))

RIANNON - O tak ! Cudze widzenie jest niezbędne do równowagi. Leje miód na zbolałe miejsca albo stawia na baczność.

MAMURDO - ja codziennie tak mam, że wszelka "logika chowania" , kompletnie bierze w łeb, przy szukaniu ...

PIOTRZE - na pewno nie raz tak jest, że dopiero poczucie straty czegoś uczy.

MEGIMOHER - dalej było małżeństwo, gęste od muzyki, życie i córka Marta.

DZIĘKUJĘ ZA DOBRE SŁOWA, ŚCISKAM MOCNO I POZDRAWIAM!

Go i Rado Barłowscy pisze...

ach, Magdusiu! kiedyś (bardzo dawno) byłam żoną perkusisty. mój obecny monż jest gitarzystą,,,,

Z siostrzanym pozdrowieniem Go

M. pisze...

GO - poruszyło mnie to pozdrowienie, bo dla jedynaczki to nieznane rejony ... Dzięki!