poniedziałek, 17 lutego 2014

MAPA. Na południe






Na południe się nie idzie. Tam jeżdżą pociągi.
Pociągi niosą na bokach obrazy i napisy. Przebijają się przez deszcz i śnieg, wyrzucając w powietrze kolorowe bryzgi. Przemykają pod palącym słońcem, rozgniatają zegarki misternie ułożone na torach. Muszą dowieźć tego syna, do tego ojca, który miał nie czekać. Pociągi mają boki nierówno otarte, prawy zawsze mocniej. To od leżenia w zajezdniach. Ludzie i konie, też wolą na prawym boku, żeby nie przygniatać serca. Jak ktoś ma sny połamane, udławione, to niech się szybko przewróci i serce uwolni.
Dawno temu syn, gówniarz zbuntowany, napisał na osobowym do Przemyśla - starym kutasom pociągi obcinają nogi. Małe literki, wplecione w kolorowe maźgi, no nie był on mistrzem train artu, nie był. Byle jak zrobione, ale z wielką zajadłością. Właściwie prawie nie widać, ale jak kto potrzebuje, to przeczyta. 
Takie rzeczy się pisze z miłości niezauważonej. Z takiej miłości, która na wierzchu chamsko poszczekuje, a w środku wybucha raz po raz i zalewa ziemie uprawne gorącą lawą. Na całe szczęście, nigdy nie będę obolałym synem, ani ojcem syna. Nigdy nie będę do niego nie-jechać , nigdy nie będę całe życie nie-czekać.
Wysiadłam w Krakowie. Patrzę i nie ma mnie tam. No to chodzę i szukam, stary obwarzanek łamie mi zęby, wspomnienia łamią mi co innego. Przyjaciel mówi, że jak wszystko jest takie samo, ale zupełnie inne, trzeba przyjść jeszcze raz. Za drugim razem jest nadal zupełnie inne, ale takie samo, jak za pierwszym razem. I tak, po kilku razach jest już jak trzeba. To jest najlepszy sposób.

23 komentarze:

Olga Jawor pisze...

W moim odczuciu ta droga na południe słuzy uwalnianiu przygniecionych bólem i wspomnieniami serc. Przynajmniej tak jest w zamysle, bo lepiej chyba jednak by ta droga pozostała w sferze niespełnionych marzeń i wyobrażeń. Spełniona zwielokrotnia ból, tak jak inne drogi zresztą. Gdzie by sie nie ruszyć tam czepiaja sie kotwice natrętnych, niechcianych jak te stare zegarki na torach uczuć.Na południu ni to słodko, ni to strasznie w duszy...Połozysz sie człowieku na drugim, tym bardziej południowym boku a za chwilę i tak kłuje. I jak tu znaleźć naprawdę dobrą do zycia i bezbolesnego oddychania pozycję? Czy być do cna tu i teraz, bez rozglądania sie na boki? Tylko w sobie, w tej dziupli cichej mościc się i mościc...?

emka pisze...

też śpię na prawym boku... teraz przynajmniej wiem dlaczego...
Serdeczności :*

GosiAnka Wrocławianka pisze...

A ja wysiadłam i... jestem tu! To nowość w moim życiu, bo zawsze było tak jak napisałaś. Teraz to rozumiem.

Julia K pisze...

A mnie miejsca zapamiętane kiedyś tam, zobaczone po raz drugi rozczarowują
ale to konkretne miejsca
jakby tracą dawny urok
za to miasta za każdym kolejnym razem jakbym oswajała bardziej
Kraków za każdą wizytą odkrywam na nowo :)

Łucja pisze...

Magda, dobrze wiesz, że nigdy nie jest tak samo. Tylu ludzi żyje jeszcze, ale nie poznasz ich, tyle miejsc umarło już, ale woła Twoje imię z dzieciństwa, gdy przychodzisz w pobliżu. Jeśli wytężysz siły może być, tak jak powinno, ale to wymaga ciągłej uwagi lub nieuwagi. I nigdy nie wiadomo za którym razem : )

Los alpaqueros pisze...

Hmmm, pewnie zauważyłaś że ostatnio nasze komentarze u Ciebie trafiają się raczej rzadko. Nie, nie czytamy zawsze, jednak nie potrafimy komentować :/ Twoje tekściki powodują jakiś taki bałagan w głowie, dziwne uczucie które nie pozwala napisać czegoś co by komentowało. Nie chcemy silić się na byle kilka słów (chyba nie o to chodzi:) Czekamy zawsze jak masochiści na kolejny wpis, kolejną mieszaninę uczuć(bardzo nie lubimy tego stanu)no i jest, i prosimy o więcej tej przestrzeni dla odnajdywania siebie w tym co Ty piszesz.
Pozdrawiamy Was serdecznie :)

pericardium pisze...

Włóczykij zawsze wędrował na południe, w tym nagłym wymarszu, w porze między jesienią a zimą :)

J. pisze...

śpię na lewym boku
zawsze :)
to wiele tlumaczy

i zapragnęłam uprawiac train art ;))

Inkwizycja pisze...

Podróż pociągiem już nigdy nie będzie taka sama... stała się dojmująco smutna, zupełnie prozaicznie za sprawą utworu "Graffiti on the train" przy którym płaczę.
Nie ma Cię tam, bo jesteś TU, a wspomnienia czasami ciążą jak niepotrzebny bagaż, a kiedy indziej smakują jak świeży chleb. To dobrze, że wystarczy wrócić odpowiednią ilość razy ;)
Śpię na prawym boku, a jednak nie miewam miłych snów, nigdy.
Ściskam ;)

L.B. Abigail pisze...

Pociągi, tory kolejowe... Już samo podróżowanie jest wyzwaniem, a co dopiero te stacje, które są, ale jakby ich nie było... Nie wiadomo dokąd wracamy...;), dobrze gdy wiadomo kto wraca...

schronienie pisze...

genialne!

ps. boję się bicia mojego serca. ciara mi idzie, jak je słyszę.

Stachu Swoboda pisze...

na prawym boku ugniata się wątrobę, wątroba na złość

Megi Moher pisze...

Wystarczy wrócić odpowiednią liczbę razy, żeby być znowu tam:-)
No nie wiem, czy nie chodzi się na południe, bo nie ma po co, czy jest tak daleko, że trzeba tam jechać pociągiem;-]
zależy, jakie dalekie Południe.
Po jedzonku kładziemy się z Anulką na lewym boku, bo tak się dobrze trawi, jak przeżuwacze. A na drzemkę trzeba przekręcić się na prawy bok:-) bo się źle spi, fakt.

Margarithes pisze...

Od leżenia chłopcom zaciera się czas, gubią się pomiędzy peronami, niby takie same, a inne. Na południu jest cieplej, przyjemniej, nie trzeba się tak męczyć. Mamo nie łam się. Buziak

Alcydło Kr. pisze...

Jesteś wreszcie! Czekałam:)

Bardzo dobry sposób z tym oswajaniem starego w nowej odsłonie. Zwielokrotnione powroty zostawiają trwalszy ślad w nowym miejscu. Ślad, w który łatwiej się wpasować. Taki własny kontur, który trzeba wygnieść w nowej czasoprzestrzeni.
Pociągami rozgniotłaś mnie jak te zegarki na torach. Wiesz, jak je lubię. Senne wagony o wielkich brzuchach już zawsze będą w mojej wyobraźni spały na prawym boku:)
Taka miłość pyskata, wyszczekana, co ujada jak pies na łańcuchu, to bardzo smutne, uwięzione uczucie. Czasem sami sobie ten kaganiec zakładamy. Tylko po co? Chyba z lęku.

A obwarzanki wcale nie takie twarde znowu!:)))
Przyjedź, to Ci udowodnię:*

Natalia z Wonnego Wzgórza pisze...

Jak zwykle czytam z wypiekami na twarzy!

Aneta pisze...

wybucha raz po raz i zalewa ziemie uprawne gorącą lawą

!!! jestem porwana

A co do KRK, to coś w ogóle nie teges, pojechałam na 2 dni do WAW, wracam - a tu i ludzie inne, i miasto inne. Gdzie ja wróciłam?? Albo - kto wrócił? ;)

Magda Spokostanka pisze...

OLGO - bezboleśnie chyba w ogóle się nie da. Droga ode mnie do mnie, do mamy, do córki, od.
Czasami, najbardziej bolesne jest rozczarowanie brakiem emocji.

EMKO - :):)

GOSIANKO - to jeden z najpiękniejszych momentów w życiu - wiedzieć gdzie się jest

JULIO - większość tych uroków jest wymyślonych na daną chwilę. Moment później już ich nie ma.

ŁUCJO - mnóstwo miejsc umarło we mnie. To jest najgorsze.
Mówisz, próbować?:)

LOS ALPAQUEROS - bałagan, a może raczej niepokój. Zdrapywanie zaschniętych strupków.
To dla mnie niezwykłe i ważne, że znajdujecie tam przestrzeń dla siebie.

PERICARDIUM - nie pamiętałam, że na południe, a wydawało mi się, że jestem w nim zakochana ... :)

J. - ja pragnę od dawna :)

INKWIZYCJO - i z panem Baronem gasiłam światło i głośność na maxa!
Obyś miała rację, że jestem TU!

L.B.ABIGAIL - właśnie tak, nie wiadomo dokąd i nie wiadomo kto wraca.

SCHRONI - ja musiałam się przyzwyczaić (nie było łatwo), bo przy sporym nadciśnieniu i nie słyszącym jednym uchu - mam nieustanny sercowy koncert :)

STACHU SWOBODO - czyli na wznak trza?:)

MEGI - to takie południe dzieciństwa i "co powiedziałabyś sobie dwudziestoletniej?" :)
Spróbuję pozycji trawiącej.

MARGARITHES - najgorsze jest odmitologizowywanie południa, ale wiem, że nie da się tego uniknąć

ALCY - fantastycznie zdefiniowałaś wielokrotność powrotów!
To był stary obwarzanek :)

NATALIO - ja się też czerwienię

ANETO - wszystko wskazuje na to, że zmiana tkwi we "wracającym"

DZIĘKUJĘ WAM BARDZO ZA KOMENTARZE I POZDRAWIAM SERDECZNIE!

Margarithes pisze...

Z czasem coraz trudniej :* niestety

Emma Ernst pisze...

Cztery dni temu pojechałaś na południe i już pewnie zdążyłaś wrócić, a ja dopiero tu dotarłam, ale lepiej późno niż wcale, bo lubię Twoją mapę :)

A jeśli podróż, w dodatku sentymentalna, to tylko pociągiem.
Train art :)

Kamila pisze...

Wyborne.
Właśnie jadę pociągiem z Przemyśla. Kiedyś śmierdział czosnkiem i kiszonymi ogórkami, dziasiaj dyskretnie pachnie mydłem. Ciekawość mnie zżera co ma nabazgrane na swoim (bez)kształtnym ciele. Tymczasem położę się na lewym, bo moje serce przyzwyczaiło się do przygniatania.

Magda Spokostanka pisze...

MARGARITHES - czyli do roboty póki czas :)

EMMO - i wyobraź sobie, że w Train Artach, bilety nie są ani trochę droższe!

KAMILO - odwiedzałaś krainę dzieciństwa? Koniecznie zobacz jego boczek, jak wysiądziesz! :)

GORĄCE UŚCISKI!

nocny grajek pisze...

Kawał życia spędziłem w Krakowie. Nigdy się nie mogłem tam odnaleźć, ale na początku często łaziłem po peronach Dworca Głównego, czasem jechałem kilka stacji. Pamiętam, jak na jednej z nich, chyba w Mydlikach, dwa pociągi minęły mnie z hukiem - jeden z lewej, drugi z prawej. Zupełnie znienacka. Piękne przeżycie. :)