poniedziałek, 12 września 2011

Pożegnanie z budyniem



Zwinęliśmy dzisiaj kawałek taśmy budyniowej, którą ogrodzone były przez miesiąc sąsiedzkie konie.
 Sąsiad dzierżawi pastwisko przy naszym domu i taki sobie umyślił sposób na odstraszanie dzikich zwierzów. 





Następny sezon pastwiskowy za rok, a tymczasem nasze oczęta nareszcie odpoczną od tysięcy rozbłysków słonecznych, które cięły dotkliwie jak rozeźlone osy.


Konie nie bolą mnie wcale. Są zwyczajnie dzikie jak góry, spokojne jak wody jezior i tylko czasami coś mówią.



Na początku, przerażał mnie brak rozpaczy. Chłód serca. Paskudne rozczarowanie, że tak łatwo było się pożegnać.
Nie smucę się już, że nie było tak jak w książkach. Gdzieś na dnie, spoczywa pamięć, bezpieczna, trochę piękna i niesfałszowana. Na wierzchu została tylko gładziutka blizna. Pewnie zniknie, jak ten ślad na wodzie ...






p.s. tak mnie naszły wspomnienia z kiedyś tam. Tylko budyń jest aktualny :)
        Historyjka jest, ma się rozumieć, wiejska,  jak muchy na oknie.

15 komentarzy:

Los alpaqueros pisze...

Wszyscy po iluś latach mieszkania na wsi mamy po ileś takich gładziutkich blizn po rozstaniach.Po upływie wielu lat wszystkie one mają nadal imiona.Obudzeni w środku nocy potrafimy je wyrecytować bez zająknięcia.My mamy nadzieję że kiedyś tam jak przejdziemy na ,,tamtą stronę" wszystkie one będą o nas pamiętać i wybiegną na spotkanie.
PIĘKNIE ŻE O TYM PISZESZ i PIĘKNIE PISZESZ :)

słowa malowane pisze...

Pięknie pisze, bo jest nasza:)

Sarenzir pisze...

Kiedy patrzę na mojego niebieskiego tygrysa, to myślę, że boli tylko to, co nie było przepłakane, nie zaakceptowane, ja wciąż pamiętam ciepło łapek na moim nosie, które budziły mnie o poranku, dziękuję, że nie ma we mnie już rozpaczy, że mogę wspominać bez bólu, czekam i wierzę że znów się spotkamy ...

grazyna pisze...

Nic wiecej , tylko to ,ze pieknie piszesz. Pieknie , pieknie!
Dzieki za Twoj rownie piekny komentarz pod moim postem, piekny i bardzo prawdziwy! bardzo serdecznie pozdrawiam...

Z Innej Bajki pisze...

dziękuję za poruszenie strun . Tych najcieńszych ....
pozdrawiam wiejsko ,a raczej leśnie j.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

A ja pochowałam, Magdo, wszystko głęboko i staram się nie wracać za bardzo, bo zaraz rośnie gula w gardle, chyba za bardzo przywiązuje się. Taśma budyniowa? budyniowa? co to za licho?
pozdrowienia nad Drawę posyłam, u nas gorąc dziś, 30 stopni, pa.

Grey Wolf pisze...

mógł kompakty porozwieszać ;)..to konie się nie płoszyły świecidełek? :)..lampki słoneczne się teraz stawia..konik piękny..jaka rasa?..i oczko też, tylko strach wejść w tą rzęsę :)

Margo pisze...

Ech, kiedy patrzę na wiśnie, one dla mnie ciągle krwawią, a tyle lat minęło, że wspomnieniami mogłabym obdarować książnicę pomorską :) Taśmą budyniową - zabiłaś mi ćwieka :*

miłego dnia

M. pisze...

LOS ALPAQUEROS - mam nadzieję, że istnieje jakaś "pamięć ogólna" i tam one na pewno nie zapomną o nas.
W mojej zgodzie na śmierć zwierzęcych przyjaciół, jest mnóstwo miejsca na dobry smutek i płacz. Natomiast ta twardość, o której pisałam, zdarzyła mi się gdy musiałam (ze względu na niemożność zapewnienia im bytu) sprzedać konie. Inny wymiar poddania się konieczności.

PAULINO - dobrze być nie tylko "swoim"!

SARENZIR - no bo przeżyłaś rozpacz. Bez tego, coś jest nie tak.

GRAŻYNO - cieszę się bardzo, że Ci się podoba!

Z INNEJ BAJKI - a masz wrażenie, że po latach jakoś inaczej brzmią?

MARIO - to najlepsze co można zrobić - pochować.
Taśma jest chyba fragmentem opakowania na budyń, tylko nie pocięta na poszczególne budynie.

WILKU - konie to olewały, dzikie zwierze również, bo chadzają zazwyczaj nocami i wtedy nie migotało tak przeraźliwie. Sąsiedzki koń, (klacz) - to krzyżówka wielkopolanki z konikiem polskim. Typ konia, który tyje z samego oddychania, nigdy nie choruje, prochu może nie wymyśli, ale jest świetnym wierzchowcem na włóczęgi po bezdrożach. W stawku z rzęsą konie ukrywały się przed atakami meszek.

MARGO - no widzisz, a moje "wiśnie" już chyba czas (wbrew mojej woli) przerobił na kompoty ...
A gdzież tam ćwieka! Gładka i śliska jest :):):)

DZIĘKUJĘ ZA WASZE CZYTANIE I POZDRAWIAM!

Grey Wolf pisze...

no, lampki w nocy tylko świecą :)..krzyżówka z Hucułem też by była odporna..to nie masz teraz koników?

M. pisze...

WILKU - z hucułem pewnie nawet bardziej rajdowa, kopyta super odporne. Nie mam teraz koni. Moja końska przyjaciółka padła po 18 wspólnie przeżytych latach, a konie kupione u miejscowego handlarza, mają teraz innych właścicieli.

jola pisze...

Czas nasz sprzymierzeniec, pozwala zabliźniać się ranom, czasami nie pozostaje po nich najmniejszy ślad, czasami jednak nosimy bliznę, która już zawsze przypomina nam o zranieniu. Cieszę się Magdo, że Twoja blizna jest subtelna, ale wiem, że gdzieś tam w głębi serca pulsuje. Moja Marika nosi w sercu taką samą bliznę i na swoim weselu leciutko ją rozdrapała wsiadając na konia...Wy koniarze już zawsze będziecie kochać...Ślę buziaki takie wieczorne :)

Grey Wolf pisze...

a mi się jeden Hucuł spodobał :)

M. pisze...

JOLU - pewnie tak jak mówisz ...

WILKU - o koniu mówisz???:):):)

Grey Wolf pisze...

no tak ;)