czwartek, 10 lutego 2011

jeszcze troszkę o kozach

No. Smuteczki póki co unieszkodliwione i można radośnie towarzyszyć koziołkowi w poznawaniu świata.
Jak przyjdzie czas na szukanie mu nowego właściciela, to będę się tym kłopotać.
 Co roku, racjonalny bilans zysków i strat  przegrywa. Nie w starciu z szalonymi emocjami, tylko z jakimś wewnętrznym poukładaniem, którego nie chciałabym naruszać. Nie chcę i nie próbuję  pracować nad zmianą takiego sposobu myślenia (odczuwania).
Gdyby jednak nastąpiła bez udziału mojej woli,  chciałabym umieć ją przyjąć bez buntu. 
Mam wewnętrzną zgodę na przyjmowanie śmierci moich zwierząt - z powodu nieuleczalnej choroby, czy też w zębach drapieżnika. Smucę się,  płaczę, ale widzę to jako część istniejącego beze mnie porządku. Natomiast nie odnajduję się kompletnie w wydawaniu wyroków. 
Oj, dosyć już tych wynurzeń. Zapraszamy na scenę kozy.


Troszkę koziołkowego spaceru:

                                                        pod "skrzydłami" mamy




                                               trzecie okrążenie wokół drzewa
                                               Matylda ma już trochę dość...



                                  
                                      jest taki maleńki.... niewiele większy od naszych kur liliputek




błoga przystań i odjazdowe oczy



Rozpuściliśmy nasze kozuchy niemożebnie.....Żyją na całkowicie nieograniczonej wolności i zaczyna nam to już coraz mocniej doskwierać. W tym roku będziemy musieli je jakoś okiełznać za pomocą skutecznych  kozoodpornych (oj to niełatwy temat!) ogrodzeń.

8 komentarzy:

Inkwizycja pisze...

Koziołek jest słodki, przepiękny!
Być może więcej ludzi wybiera kózki z powodu przekonania (przesądu) że obecność koziołka wpływa na zapach mleka kózek. Podobno (?) wtedy mleko pachnie "capem". Może spróbujesz to zweryfikować?
W moich marzeniach... planach... jest miejsce na kózki i bardzo Ci Twoich zazdroszczę... Ale muszę jeszcze zaczekać ;-) Tymczasem oglądam Twoje miejsce na ziemi i... ech, już bym chciała!
Pozdrawiam!

Koza pisze...

No to i ja przygnałam do koziego tematu :) Bo to od kilku dni mój temat.
Nasz koziołek z całych sił na wolność chce się wyrwać, wczoraj rozwalił bramkę którą był ogrodzony. To znaczy swoje okno na świat. Teraz siedzi w zamknięciu. Idę zaraz tą bramkę posklecać do kupy.
Tak bardzo bym chciała go wypuścić na wolność. Obawiam się jednak że poleci w góry i tyle go będę widziała. U nas ogrodzenie będzie i koziołek piękny wybieg będzie miał. Na razie jednak wolność wkoło i przestrzeń. Zaraz po przywiezieni go do domu uciekł mojemu Em a ten latał po górach za nim chyba z pół godziny.
Martwię się trochę że mu wolność ograniczam, a może go wypuścić ?

Twoja mama kozia śliczna jest i widzę że ma u Was jak w raju :)

pozdrawiam

Riannon pisze...

Jejku, ale cudnie, gdzie nie wejdę, rodzą się kózki :-))) Kiedyś myślałam o kozach, ale jak to wyczułam i u Ciebie, nie poradziłabym sobie z pewnymi decyzjami. Skoro się jednak zdecydowałaś, na pewno z czasem jakoś się i z takim aspektem hodowli oswoisz. W sumie mogłabym mieć kozy tylko po to, aby były i mleko dawały, ale nie wiem, czy to ma sens.

M. pisze...

Piszę znowu drogą krakowską...
Inkwizycjo:
Nigdy nie mieliśmy u siebie dorosłego kozła. Półroczne już tak ostro
"biorą się do roboty", że wcześniej trzeba delikwentowi poszukać nowego
miejsca..
Z moich niedługich obserwacji wynika, że zapach i smak mleka, zmienia
się sezonowo ze względu na odmienne żywienie i dosyć mocno, w czasie
ruji kóz (bez obecności kozła)
Mam jeszcze jedno spostrzeżenie. Początkowo doiliśmy kozy w koziarni,(
czasami zostawiając miskę na chwilę na parapecie) i mleko miało dosyć
wyczuwalny "kozi" zapach. Nie wiedziałam wtedy, że mleko pochłania
zapachy jak gąbka, a w koziarni zawsze jakiś tam zapaszek jest. Teraz
zawsze doimy na zewnątrz, mleko natychmiast jest przelane przez sitko i
schłodzone. "Zapaszku" już nie ma. Gdyby w koziarni mieszkał również
dorosły, intensywnie woniejący kozioł, to mleko miało by czym
"naciągnąć! Być może jest jeszcze jakiś inny, np. hormonalny wpływ kozła
na smak mleka, ale nic o tym nie wiem, więc się nie wypowiadam.
POZDRAWIAM SERDECZNIE CZYTAJĄCYCH I KOMENTUJĄCYCH! Magda

M. pisze...

Kozo, nasze rogate nigdzie nie uciekają, ale to chyba zasługa
skonsolidowanego stadka i psychicznego przywiązania do miejsca
(gospodarstwa). Przypuszczam, że samotny zwierz pobiegłby w poszukiwaniu
towarzyszy. Oj oj chyba nie da się uniknąć zakupu jeszcze jednej
kózki!!! Poza tym Twój koziołek na pewno się jeszcze nie oswoił z
miejscem, daj mu więcej czasu. Ja bym na razie spróbowała wychodzić z
nim na lince i pokazywać mu najbliższe otoczenie. Może to trochę
śmieszne i głupio wygląda, ale dosyć skuteczne.

Inkwizycja pisze...

Ach, wygląda na to, że długa droga przede mną... ale człowiek całe życie się uczy ;-)
i to jest fajne! ;-)
dziękuję!

M. pisze...

Riannon, na nieszczęście kóz, muszą się one obronić dodatkowym "sensem" ( pies i kot nie muszą ), a z tym różnie to bywa... U nas najpierw się pojawiła koza, a dopiero później szukaliśmy uzasadnienia, po co nam ona jest.
Ty umiesz racjonalnie planować, więc Ci to nie grozi :)Nasze dwie kozy dają ok.35l mleka tygodniowo - to strasznie dużo, jeżeli się nie ma pomysłu na zagospodarowanie takiej ilości,ale też bardzo mało,gdyby chcieć robić kozie sery na sprzedaż. A może Twoi goście by chcieli? Przestrzegam też przed katastrofalnym niszczycielstwem kóz (kwiaty, krzewy, drzewa)! A tak poza sensami, to są intrygujące zwierzęta, o ciekawych, bardzo niezależnych charakterach. Polubiliśmy je w 5 minut!
Pozdrawiam serdecznie! Magda

Anonimowy pisze...

WITAM SERDECZNIE. KURY LILIPUTY SĄ ŚLICZNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! MAM PYTANIE. CZY MOŻNA OD PAŃSTWA KUPIĆ KURKI? PROSZE O TEL JA BY KTOŚ MIAŁ NA SPRZEDAŻ 500-073-030 I O email delfin0022@wp.pl JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY SPRZEDAC TO PROSZE O ZDJĘCIA NA EMAIL. POZDRAWIAM